W ostatnim czasie, na
jednym ze spotkań Fundacji mieliśmy zaszczyt gościć Roberta Więckiewicza -
Aktora wszechstronnego, którego znamy z wielu różnych ról, poczynając od...
hmm, no właśnie, od której? Ich różnorodność jest tak bogata, że można się
zastanawiać, czy kierować się chronologią (od Ferdydurke, którą sam Aktor
wspomina nie najlepiej), czy może typem odgrywanych postaci? A może kategorią
filmów, w których brał udział? Trudno powiedzieć. Prawdopodobnie, każdy z
nas miałby w tym miejscu jakieś swoje pomysły i propozycje.
Ujął nas już od
samego początku. Chociaż była nas tam liczna grupa osób, to mimo, że nie do
wszystkich był łatwy dostęp, nie żałował swego czasu, aby z każdym osobiście
się przywitać. Czym jeszcze bardziej zaskarbił sobie naszą sympatię.
I o ile na większości
takich spotkań zawsze oczekuje się zagajenia jakiegoś tematu przez gościa, to
po wymianie tradycyjnych grzeczności, z Jego ust padło tylko pytanie: "O
czym chcieliby państwo porozmawiać?"
Wiadomo, że jeżeli
dostaliśmy w tym względzie wolną rękę, to pierwsze pytania dotyczyły ostatnich
Jego filmów: "Wałęsa. Człowiek z nadziei" oraz "Pod Mocnym
Aniołem". Wprawdzie te pozycje przedzielał jeszcze - patrząc
chronologicznie - film "AmbaSSada" Juliusza Machulskiego, jednak
komedie w życiu Roberta Więckiewicza pełnią zupełnie inną rolę. W takim razie, o nich później.
Właściwie, to mógłbym
tutaj „popłynąć” przytaczając całą stertę historii, (zwłaszcza jeśli chodzi o
pierwszy z ww. filmów), o których opowiadał sam Aktor, ale jednak objętość
notki jest na swój sposób ograniczona.
Światowa premiera
filmu odbyła się w Wenecji. Roberta Więckiewicza oraz Lecha Wałęsę
"przedzielały" siedzące między nimi Danuty. Filmowa - Agnieszka
Grochowska, dalej - prawdziwa pani Danuta. Dla Artysty było to dziwne uczucie,
gdy na ekranie widzi siebie, ale grającego kogoś innego. Ale gdy pomyślał że
ten "ktoś" widzi z kolei aktora (który siedzi całkiem niedaleko),
grającego "jego samego", to takie uczucie musi być jeszcze
dziwniejsze.
Ciekawe jak było w rzeczywistości.
Co czuł w tym momencie Prezydent?

Dodatkową atrakcją
był spis powiedzonek Lecha Wałęsy, jaki Robert dostał od producentów. Któż ich nie zna?
Żeby nie poprzestać na samym fakcie, przypomnę tylko jedno z nich: "Dobrze
się stało, że źle się stało". Wiele innych może sobie dopowiedzieć każdy z
nas. Od siebie dodam, że parę z nich krąży już jako klasyka. Znalazły już nawet swoje miejsce w jednej z książek Jerzego Bralczyka (Leksykon nowych zdań polskich).
Ponadto warto
wspomnieć, że po każdej kolejnej emisji (Londyn, Waszyngton i in.), gdy pytano
jak mu się ten film podoba, Prezydent Wałęsa odpowiadał: "Widziałem go już
drugi (trzeci, czwarty itd.) raz i za każdym razem coraz bardziej mi się
podoba".
Inną kwestią jest też
to, co padło w pytaniu z sali: Czy my potrafimy doceniać ludzi, którymi obdarzyła nas Natura? Wszędzie na świecie ten człowiek jest doceniany, przyjmowany z należnymi Mu honorami, ale nie u nas.
Niejednokrotnie, jeśli kobieta dostrzeże w oknie sąsiadki nowe, piękne firanki,
to zamruczy pod nosem życzenie, aby one jej się spaliły. A nie zrobi nic ze swojej
strony, aby mieć podobne, czy takie same. Nie zaoszczędzi, nie pójdzie do
sklepu… Taka już jest nasza mentalność. To samo z osobami. Na temat Wałęsy, Robert Więckiewicz
słyszał już jak niestworzone historie, że aż nie chciał ich powtarzać. Ale nigdy nie
uwierzy chociażby w to, że pod Stocznię podrzuciła go motorówką
"bezpieka".
Ja też raczej nie.
Właściwie aktorstwo
nie jest tylko istotnym "elementem" Jego życia. To jest Jego życie,
bo On w tym funkcjonuje. Nie może więc go traktować niepoważnie. To co robi,
musi zgadzać się z Jego wnętrzem, gustem, poglądami. Dla Niego "im
trudniej, tym lepiej”. Jeśli bohater jest nieco mniej skomplikowany, to trzeba
go bardziej skomplikować. Bo to jest bliższe prawdziwemu życiu. Im w danej
postaci jest większy problem, w niej samej, jej interpretacji, im jest bardziej
złożona, wieloaspektowa - tym lepiej Nie ma ludzi jednoznacznych. Tylko i
wyłącznie złych lub tylko i wyłącznie dobrych. Może któryś ze świętych był
inny? Ale czy np. w dzieciństwie nie był rozrabiaką? Może nie zawsze był
grzeczny i miły? Tego nie wiemy. Zawsze jest to jakieś "pomiędzy".
Dobrym przykładem jest tu człowiek z mafii ("Świadek koronny"). Widzimy
w miarę normalnego człowieka. Rano schodzi do jadalni, żona z córką kończy
odrabianie lekcji, daje jej buzi, pyta dziecka co słychać w szkole… Piękny
poranek w rodzinnym domu. Szczęście i miłość. Wychodzi z domu - wsiada do
samochodu, po drodze dosiada się do niego jakiś kolega, jadą… nagle otwierają
się drzwi, wchodzą, on wyciąga pistolet i przestrzeliwuje człowiekowi kolano.

I taką rolę w życiu
Roberta Więckiewicza pełni udział w komediach. Najczęściej u Juliusza
Machulskiego. Można się trochę odstresować, "powygłupiać". Co nie
oznacza, że nie podchodzi do tych filmów poważnie. Ale po trudnych filmach,
gdzie trzeba rzeczywiście pogrzebać w swojej postaci, aby ją dobrze odczytać i
zagrać, takie filmy są znakomitą "odtrutką".
Ostatnim filmem,
który można zaliczyć do tej kategorii jest niewątpliwie "AmbaSSada",
gdzie Aktor wcielił się w rolę Hitlera - na śmiesznie. Postać zupełnie
zwariowaną, kompletnie fantastyczną, wymyśloną, chociaż - mimo wszystko -
realną, ale w okolicznościach zupełnie abstrakcyjnych, fantastycznych, wymyślonych.
I to pozwala na zachowanie pewnej higieny psychicznej.
Jego rozbrat z
teatrem trwa już około 6 lat. Wprawdzie dostaje różne propozycje, ale jednak w
ostatnim czasie nie pojawiło się nic takiego, co by Go specjalnie
zaintrygowało, żeby poświęcić na to kilka miesięcy życia. Ale nie mówi
"Nie". Jeśli coś fajnego by się znalazło i byłby czas, żeby w to
wejść… Mimo, że na dzień dzisiejszy ma kalendarz zapełniony do połowy
przyszłego roku.
Jeśli chodzi o
aktorów zagranicznych, z którymi miał się okazję zetknąć, Robert Więckiewicz
stwierdził, że nie były to jakieś rozpoznawalne gwiazdy hollywoodzkie, ale
międzynarodową obsadę miał film "W ciemności" - aktorzy niemieccy,
bardzo znani, ale właściwie tylko w Niemczech. Kiedyś robiony był film na
Słowacji "Pokój w duszy" ("Pokoj v duši), grany po słowacku, z tamtejszymi aktorami. Epizodem, o jakim
wspomniał, związanym z naszymi południowymi sąsiadami było to, że oni się tak
samo śmieją z naszych słów, jak i my z ich. I ich reżyser nie mógł się
powstrzymać od śmiechu, gdy usłyszał z ust Roberta, że "wsiada do samochodu".
- Gdzie wsiadasz? - spytał. - Do samochodu, do auta. - Jak to do samochodu?
Przecież samochód to "samo chodzi". - Ale u nas tak się mówi.
Żeby nie być dłużnym
naszym pobratymcom (Czechom, Słowakom) i zostać w tematyce filmowej, od siebie
zacytuję tylko dwa ich tytuły seriali komediowych: "Žena za pultem" (Kobieta za
ladą) i jednak lubiany na naszym rynku - "Nemocnice na kraji mĕsta" (Szpital na
peryferiach) uznany w Czechach za serial wszech czasów. Jakie "nemocnice", skoro ma przywrócić ludziom siły? To raczej "mocnice". Możemy się tak licytować. Dopóki nie obfituje to w złośliwości to jest nawet zabawne.

Wspomnę tylko kilka z
wymienionych postaci: Nicole Kidman, Michelle Williams, Halle Berry, a o każdej z nich (z
różnych przyczyn) można by napisać co najmniej kilka osobnych akapitów.
Po obu stronach
sławnego już czerwonego dywanu, na całej długości, ustawione są kamery i
fotoreporterzy. Ponieważ każdy z nich chce mieć dobre zdjęcie, bo sam przemarsz
po tym czterdziestometrowym dywanie trwa ok. 40
minut. Czyli metr na minutę.
Byli tam
fantastycznie przyjmowani. Nominacja do Oskara jest gigantycznym sukcesem. I
wszyscy ludzie traktowali ich absolutnie poważnie, z należytym szacunkiem i
bardzo komplementowali. Więc nie czuli się jak jakieś sierotki. Wręcz
przeciwnie.
Ciekawostką, mimo, że powszechnie znaną, jest, to, że gwiazdy, nominowane do głównych
kategorii, siedzące na samym dole, mają na kulisami swoje pomieszczenie, jak
zresztą donoszą też inne źródła - w każdym roku przygotowywane przez inną
osobę, gdzie jest catering, mnóstwo jedzenia i picia, oraz odpowiednie warunki
do wylegiwania się i relaksu.
Ponieważ jednak nie
może być takiej sytuacji, aby na widowni było chociaż jedno puste miejsce
(amerykańska precyzja), a przerw na reklamy jest mnóstwo, dlatego każda z nich
ma swojego "dublera", który go/ją podsiada w przypadku choćby
chwilowej nieobecności. I tak przez 3,5 godziny…
Ale po zakończeniu
znacznie mniejsza grupa, jakieś kilkaset osób jedzie na górę, gdzie odbywa się
Bal Gubernatora Akademii Filmowej. Ale tam już jest, można powiedzieć,
wyselekcjonowane towarzystwo. Jak opowiadał Robert Więckiewicz - z ich grupy
były tam 3 osoby i mogli zobaczyć, jak się bawi wielki świat.
Na koniec
usłyszeliśmy kilka ciepłych słów. Pozwolę sobie przytoczyć fragment z nich:
(...) Lubię spotykać się z
ludźmi, którzy znają moje filmy, ale nie to jest najważniejsze. Dla mnie
najważniejsze jest to, że jesteście ludźmi, którzy są w pewnym momencie swojego
życia, który jest bardzo ważny. I to dla mnie nie jest takie spotkanie, jakbym
sobie gdzieś pojechał, ktoś by wyświetlił film i tak później byśmy sobie
rozmawiali. Swobodnie, na temat tego, co dopiero zobaczyli w kinie.
To jest dla
mnie coś o wiele bardziej istotnego. Taki kontakt z wami. Więc bardzo wam za to
dziękuję. Że mogłem tutaj być. I ja bardzo rzadko takie rzeczy robię, ale mogę
wam powiedzieć, że jeżeli będziecie jeszcze kiedyś chcieli się spotkać, to ja
nie odmówię.
Bardzo nas to cieszy.
Niewątpliwie pozwolimy sobie z tego skorzystać.
Noooooo Misiu, pełen szacun za ten wpis :padam:
OdpowiedzUsuńczuję jakbym była na tym spotkaniu, dziekuję :)
pozdrawiam
kz
K.Z., dobrze wiesz jak to jest, kiedy człek (nawet będąc futrzakiem ;) ) zacznie się rozpisywać.
UsuńPozostaję z nadzieją, że tym razem udało mi się uniknąć "cieczy, która powstaje w wyniku połączenia dwóch gazów". Ale nie mi to oceniać.
Również pozdrawiam.
Mając więcej wolnych chwil, dziś zajrzałam na dłużej do Ciebie :-)
OdpowiedzUsuńI...pięknie napisane, taka super relacja z własnym komentarzem...Ciepłym, bliskim.
Lubię Więckiewicza....lubię te czarne charaktery, najbardziej, które gra...Są baaardzo prawdziwe. Super aktor.
Miśku futrzany...dzięki :-)
s.
P.S.
K.Z. to nie ja :-)
Dobrze, że miśki mają futra. To sprawia, że nie zawsze widać jak ich "przyusza" przybierają inną barwę...
UsuńPozdrawiam. :)
Misiu, byłam, poczytałam...
OdpowiedzUsuńI będę nadal bywać.
Świetne pióro, znaczy - klawiatura. ;)
Czytam Cię z przyjemnością wielką.
Pozdrawiam
M.
Zastanawiałem się co napisać, widząc takie komplementy...
UsuńA miśki -jak wiesz - lubią wszelkie pochwały.
Dlatego cieszę się z Twojej bytności tutaj.
Pzdr.
Pewnie nie będzie miał żalu R. Więckiewicz, jeśli uzupełnię informację o nim samym, a właściwie o swojej chorobie, o której opowiada w rozmowie z Szymonem Hołownią w książce "Ludzie na walizkach".
OdpowiedzUsuń"Widzę góry,ścieżki, kamienie. Oczywiście nie tak wyraźnie, ale stosunkowo dobrze widzę to, co jest pod nogami. Gorzej to, co jest na poziomie twarzy, klatki piersiowej. Natomiast widzę dużo światła, bardzo dużo przestrzeni, drzewa, mijających mnie ludzi, chociaż nie wiem, czy mnie mija kobieta, czy mężczyzna, dopóki ta osoba się do mnie nie odezwie. Nie wiem, w jakim jest wieku. Jeśli idzie większa grupa, nie jestem w stanie powiedzieć, jak jest duża, jak długo będę tych ludzi mijał.
Do Polskiego Związku Niewidomych przybyłem w momencie, w którym nie miałem najmniejszych wątpliwości, że chcę czerpać ze wszystkiego, co ułatwi mi życie".
Cały wywiad w cytowanej książce. Polecam.
Tam, także rozmowy m.in. ks. A. Bonieckim, ks. A. Opolskim, B. Kaczyńskim,T. Brosiem i innymi.
s.