wtorek, 16 września 2014

Życie po wakacjach czyli inauguracja sezonu fundacyjnego z p. Mają Komorowską

5 września rozpoczęliśmy kolejny sezon fundacyjny. Jak zwykle upłynęło trochę czasu zanim moja notka ujrzała światło dzienne. Trochę wstyd. Ale ponieważ już po raz kolejny obiecałbym jakąś poprawę, więc chyba lepiej będzie jeśli tego nie zrobię... tak na wszelki wypadek.

Spotkanie rozpoczęliśmy Mszą św. w Kościele Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny pw. Opieki św. Józefa Oblubieńca Niepokalanej Bogurodzicy Maryi, czyli - potocznie mówiąc - w Kościele ss. Wizytek na Krakowskim Przedmieściu.

Następnie mogliśmy wysłuchać czytanych przez Panią Marię Komorowską wierszy ks. Jana Twardowskiego. 
Jeśli ktoś otarł się o Jego twórczość, to niewątpliwie niejeden z tych wersów pamięta do dnia dzisiejszego. Dla mnie niezapomniany jest chociażby prolog wiersza "Śpieszmy się", którego pierwszą linijkę umieściłem jako motto pod moimi postami na kilku portalach internetowych. 
Zresztą nie jest to jedyny utwór ks. Jana, który utkwił mi w pamięci. 
Ponadto, był to dla mnie także pewien bodziec, dla sięgnięcia na półki mojej biblioteki dla odświeżenia wielu z tych wierszy w swoich wspomnieniach. 
Przywołało to także w mej pamięci odbywające się przed wielu laty VI Targi Wydawnictw Katolickich, na których wykorzystałem możliwość poszerzenia posiadanego zasobu książek, które wydobyły się spod pióra ks. Jana. I do krótkiej rozmowy z Nim.

W kościele znajduje się pomnik-epitafium ks. Twardowskiego w formie klęcznika z wyrytym na nim ostatnim utworem "księdza, który pisał wiersze" napisanym w szpitalu tuż przed śmiercią:
Jezu ufam Tobie

Zamiast śmierci                               
racz z uśmiechem                    przyjąć Panie                            skarbiecmazowiecki.pl                             
pod Twe stopy
życie moje 
jak różaniec

Warszawa, Szpital przy ulicy Banacha
18. I. 2006


Następnie korzystając z zaproszenia Pani Ewy, udaliśmy się nieopodal Stadionu Narodowego do Taverny Patris. Pogoda była dość ciepła, dlatego klimat mogliśmy ocenić przynajmniej na odrobinę zbliżony do greckiego; natomiast nasze żołądki mogły zasmakować potraw tamtejszej kuchni. Muszę powiedzieć, że zarówno walory smakowe jak i ilościowe były unikalne. Jeśli chodzi o ilości, to nawet musiałem pod koniec nieco przystopować. Bo chcąc spróbować wszystkiego, było to nieuniknione.

Na koniec powrócę jeszcze do czytanej przez p. Marię Komorowską poezji ks. Twardowskiego. 
To z czym mogę się zgodzić bez zastrzeżeń, to jest stwierdzenie przez p. Marię faktu, że "są w twórczości ks. Jana takie zdania, o których można by było pisać pracę doktorską. 
Często są to dwie linijki, które mówią wszystko".

Pozwolę sobie zacytować tylko kilka z przytoczonych utworów:

DZIECIŃSTWO WIARY
Moja święta wiaro z klasy 3b
z coraz dalej i bliżej
kiedy w kościele było tak cicho że ciemno
a w domu wciąż to samo więc inaczej
kiedy święty Antoni ostrzyżony i zawsze z grzywką
odnajdywał zagubione klucze
a Matka Boska była lepsza bo przedwojenna
kiedy nie miała pretensji do nikogo nawet zmokła kawka
a miłość była tak czysta że karmiła Boga
wielka i dlatego możliwa
kiedy martwiłem się żeby Pan Jezus nie zachorował
bo by się komunia nie udała
kiedy rysowałem diabła bez rogów – bo samiczka
proszę ciebie moja wiaro malutka
powiedz swojej starszej siostrze – wierze dorosłej
żeby nie tłumaczyła
– dopiero wtedy można naprawdę uwierzyć
kiedy się to wszystko zawali

SPRAWIEDLIWOŚĆ
Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny

Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i tego czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłódło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość

NIE MA CZASU
Nie za bardzo wiadomo jakże to się dzieje
że czas wtedy przychodzi gdy go wcale nie ma
i w sam raz tyle tylko ile go potrzeba
nawet we śnie gdy ciało podobne do duszy
kto ma czasu za dużo wszystko czyni gorzej

jeżeli kochasz czas zawsze odnajdziesz
nie mając nawet ani jednej chwili
na spotkanie list spowiedź na obmycie rany
na smutku w telefonie długie pół minuty
na żal niespokojny i na rozeznanie
że dobrzy są mniej dobrzy a źli trochę lepsi
bo w życiu jest tylko morał niemoralny

WIECZNOŚĆ
Mieczysławowi Milbrandtowi

Wciąż wieczność była z nami
a nam się zdawało
że wszystko jest nietrwałe więc trochę na niby
jak zając niechroniony lub trzmiel na ostróżkach
że ciemno kapie z zegarka jak z rany
że czas zmarnowany stale i za krótki
każdą miłość zamienia na łzy bardzo drobne
że dawni zakochani już się nie całują
bo list najpierw przybliża a potem oddala
dopóki będzie poczta ze skrzynką czerwoną
i panny łzy nieznośne a dobre za nudne
i słów wszystkich za wiele bo brakuje słowa

Wciąż wieczność była z nami
a nam się zdawało
że czas wszystko wymiecie mądry i niechętny
że tylko nie odleci sójka zbyt ostrożna
bo po to żeby cierpieć trzeba być bezbronnym
jak dzieciństwo na wsi z królikiem przy sercu

Patrz – mówiłeś – tak wszystko na oczach się zmienia
jak pasikonik za szybko zielony
więc możemy nie poznać nawet swego domu
połóż chociaż nożyczki na tym samym miejscu
naparstka po mamusi nie oddaj nikomu
i trzymaj fotografię bo Pan Bóg je zdmuchnie
zwłaszcza kiedy podbiał zamyka się na noc
a pszczoła sprawy ważne powiadamia tańcem
i każda chwila już nie teraźniejsza
stale przeszła lub przyszła
ostatnia i pierwsza

Wciąż wieczność była z nami
a nam się zdawało

STARE FOTOGRAFIE
Tylko fotografie nie liczą się z czasem
pokazują babcię jak chudą dziewczynkę
z wiosną na czerwonych gałęziach wikliny
jej piłkę przed pół wieku i wróble jak liście
jej warkoczyk tak wierny jak anioł prywatny
jej skakankę jak prawdę bez łez i pożegnań
biskupa w krótkich majtkach na wysokim płocie
fotografie najchętniej ocalają dziecko
wolą uśmiech niż ostre dogmatyczne niebo
również serce co się dyskretnie spóźniło
pokazują wakacje bezlitosne lato
z psem spotkanie pomiędzy pszenicą i owsem
zwłaszcza gdy życie ucieka jak balon
i ślimak chodzi z domem swym bezdomny
kamień z twarzą królewską który nie skamieniał
przed dworem co się spalił siostry cieknie w pasie
dowcipne choć zegarek im płakał na rękach
wspomnienie szóstej klasy stygnące jak perła
z dyrektorem jak z ssakiem niewinnym pośrodku
umarł nie zmartwychwstał by odejść jak człowiek
staw pożółkły jak topaz i żabę z talentem
kiedy szczygieł z ogrodu przenosi się w pole
nawet trawę co zawsze wykręci się sianem
krajobraz co już przeszedł dawno w geografię
i oczy już za wielkie by stać je na rozpacz

SPOTKANIA
Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
tak dokładnie zwyczajny że nie wiemy o tym

jak osioł co chciał zawyć i nie miał języka
lub chrabąszcz co swej nazwy nie zna po łacinie
będziemy się mijali nie wiadomo po co
spoglądali na siebie i sięgali w ciemność
myśleli o swym sercu że trochę zawadza
jak wciąż ta sama małpa w sensacyjnej klatce

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
jeśli mniej religijny – bardziej chrześcijański
wspomni coś od niechcenia podpowie adresy
jak śnieg antypaństwowy co wzniosłe pomniki
z wyrazem niewiniątka zamienia w bałwany
niekiedy łzę urodzi ważniejszą od twarzy
co pomiędzy uśmiechem a uśmieszkiem kapie

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
nagle zniknie – od razu przesadnie daleki
czy byliśmy prawdziwi – sprawdził mimochodem

Na koniec usłyszeliśmy przeczytany przez p. Marię przyniesiony przez jednego z uczestników anonimowy tekst wyryty na tablicy z brązu w Instytucie Rehabilitacyjnym w Nowym Yorku:

Prosiłem...

Prosiłem Boga o danie mi mocy w osiąganiu powodzenia 
 Uczynił mnie słabym abym się nauczył pokornego posłuszeństwa;
Prosiłem o zdrowie dla dokonania wielkich czynów 
 Dał mi kalectwo, abym robił rzeczy lepsze;
Prosiłem Boga o bogactwo, abym mógł być szczęśliwy 
 Dał mi ubóstwo abym był rozumny;
Prosiłem o władzę, żeby mnie ludzie cenili 
 Dał mi niemoc, abym odczuwał potrzebę Boga;
Prosiłem o towarzysza, abym nie żył samotnie 
 Dał mi serce, abym mógł kochać wszystkich braci;
Prosiłem o radość 
 A otrzymałem życie, abym mógł cieszyć się wszystkim;
Niczego nie otrzymałem, o co prosiłem 
 Ale dostałem wszystko to, czego się spodziewałem.
Prawie na przekór sobie; moje modlitwy niesformułowane zostały wysłuchane.
Jestem spośród wszystkich ludzi najhojniej ze wszystkich obdarowany.


I gdy już zdawało się, że na tym się zakończy, usłyszeliśmy w wykonaniu pana organisty jeszcze jeden tekst ks. Jana, który w formie piosenki był wykonywany na mszach dla dzieci przez wiele lat:

DLA CIEBIE ŻYJE KAŻDY KWIAT
Dla Ciebie żyje każdy kwiat
Różowa każda chmurka
/I każda myszka każdy ptak
Biedronka i wiewiórka/ x2
I ja się też przyłączyć chcę
Do Twego wstąpić chóru
/I śpiewać śpiewać całe dnie
Z biedronką myszką chmurką/ x2

Zarówno teksty przeczytane wcześniej przez Panią Komorowską, jak i wykonana na końcu piosenka spotkały się z owacjami braw.

*Przy  odtwarzaniu ww. tekstów posiłkowałem się dwoma zbiorkami ks. Jana Twardowskiego:
Czas bez pożegnań "Świat Książki", Warszawa 2004
Nie przyszedłem pana nawracać "Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej", Warszawa 2000


3 komentarze:

  1. I co tu komentować, kiedy czytając, chce tylko człowiek delektować się słowem.

    Dziękuję, kolejny raz.

    s.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. S. wcale Ci się nie dziwię. Ale to nie moja zasługa. Wszak te niepowtarzalne strofy, którymi można się delektować, pochodzą spod pióra x. Twardowskiego.
      Ja je tylko nieudolnie przepisałem...

      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Leszku świetnie się czyta Twoje wpisy, masz bardzo dobrą pamięć.
    Czytając Twój wpis czuję się jakby było to wczoraj.

    Pozdrawiam
    Łukasz

    OdpowiedzUsuń