I nie tyle chodzi mi o różne "definicje" optymisty i pesymisty, od których aż roi się w necie (chociażby, że pesymista widzi szklankę od połowy pustą, optymista - do połowy pełną), ale o to, jak patrzymy na drugiego człowieka, jak widzimy siebie wśród innych ludzi. A tym samym - jak spostrzegamy tych, którzy nas otaczają, jaki mamy do nich stosunek.
Bo - sądzę, że nie tylko ja to zauważam - jeżeli mijamy ludzi mając pogodny wyraz twarzy, "okraszony" uśmiechem, to odwzajemniają nam się tym samym.
I oczywiście nie mam na myśli spojrzenia, które mogłoby świadczyć, że się np. z kogoś podśmiewamy, bo w tym wypadku nasza "mowa" niewerbalna jest dla innych bardzo czytelna i nie usposabia ich do nas zbyt dobrze (łagodnie mówiąc).