Dziś mamy do dyspozycji różnorodne możliwości: począwszy od kart miejskich, biletów kilkudniowych, dobowych, jednorazowych, aż do tych "najmniejszych" - ważnych przez 20 bądź 40 minut.
Aktualnie jednak, zastanawia mnie, czy ta nowinka z wprowadzeniem różnych dowodów przejazdu, miała jakikolwiek sens? W swoim czasie (fakt, że było to wiele, wiele lat temu) było wiadomo, że po wejściu do pojazdu komunikacji miejskiej, kasowało się bilet i był on ważny na całej trasie jego przejazdu. Proste? Proste. Było wiadomo, że zmiana autobusu, automatycznie powodowała konieczność skasowania kolejnego biletu. I on również był ważny tylko w tym jednym, konkretnym pojeździe.